sobota, 29 września 2012

Awakening fest

Wczoraj jedna z dziewczyn zapytała mnie czy nie pojechałabym z nią na festiwal, który jest niedaleko nas, bo dostała darmowe bilety i w sumie może być fajnie. No i pojechałyśmy. GPS wywiózł nas w środek lasu i na dodatek okazało się że jest to festiwal katolicki- Awakening. Pierwsza moja myśl jak tam weszłam: taaa trzeba było siedzieć w domu i oglądac jersey shore, na pewno będzie super impreza. Spodziewałam się chórów kościelnych, wspólnych modlitw i tego typu rzeczy, ale oczywiście stany mnie zaskoczyły po raz kolejny. Tym razem udokumentowałam to wydarzenie filmikami, jakość słaba bo miałam tylko telefon, ale mniej więcej widać o co chodzi.
Tak wyglądał teren festu:
I kilka kapel, grających dla chrześcijańskiej publiczności:
I najgorszy raper świata, co dziwne ludzie się świetnie przy nim bawili, a małolatki ustawiały w kolejce po autograf




niedziela, 23 września 2012

Go Nats!

Dzisiaj zaliczyłam pierwszy mecz baseballa w życiu. Jeszcze chyba nie do końca rozumiem o co chodzi w tej grze ale o dziwo nawet mnie wciągnęła, pomimo tego, że mecz trwał 3,5 godz. Było bardzo amerykańsko, było odśpiewanie hymnu i god bless america (oczywiście z twarzą zwróconą w stronę flagi), podziękowania dla weteranów, maskotki drużyn biegające po boisku, wspólne przyśpiewki i oczywiście fistaszki :D  A w międzyczasie lunch w jednej  z knajp na stadionie, która serwowała wielkie burgery z frytami :) Oczywiście mieli wersje wege, z której radośnie skorzystałam. Piszę, że 'oczywiście', bo tutaj każdy bar i restauracja ma coś wegetariańskiego, a jeżeli nie mają to nie ma problemu żeby coś zrobili. Nawet taco bell bez problemu przygotowało mi jedzenie bez mięsa. Ogólnie jedzenie tutaj mnie strasznie zadziwia, z jednej strony jest tu masa ludzi z naprawdę potężną nadwagą, pełno fast foodów, z drugiej wszystko można kupić w wersji odtłuszczonej albo bez cukru. Z jednej skrajności w drugą. Na szczęście moi hości są po stronie produktów light, więc teraz pisząc ten post zajadam się odtłuszczonymi miętowymi lodami i pomimo tego że jest już prawie 21.00 nie mam wyrzutów sumienia ;D Ale na temat jedzenia tutaj mam zamiar rozpisać się kiedy indziej, muszę tylko zebrać materiały. Na dole jak zwykle kilka fotek, tym razem ze stadionu Washington Nationals.







wtorek, 18 września 2012

Pierwsze 2 tygodnie + DC


Jestem w stanach od 2 tygodni, ponad tydzień u rodziny. Coraz bardziej zaczynam się tutaj czuć jak u siebie. Powoli zaczynam poznawać ludzi i okolicę oraz organizować sobie czas. Moim planem na zajęcie sobie czasu rano jest siłka :D Hości okazali się super i dopłacają mi połowę do siłowni,a w zasadzie fitness clubu, dzięki czemu za 40$ mam taki wybór zajęć że chyba przez dwa tygodnie mogłabym chodzić codziennie na inne zajęcia i do tego oczywiście sauna i basen :) Tak więc od soboty jestem szczęśliwą posiadaczką takiej oto karty (jest to karta tymczasowa, potem dostanę taką ze zdjęciem, mam nadzieje tylko że jak mi robili zdjęcie to dobrze wyszłam, bo nie przyszło mi do głowy żeby je zobaczyć)

W sobotę byłam na amerykańskiej 'garażówce', która sama w sobie pewnie niczym by się nie różniła od naszych gdyby nie występy cheerleadrek. Niestety mam tylko jedno zdjęcie na którym cokolwiek widać.



W niedzielę zaliczyłam kolejne Amerykańskie miasto. Tym razem Waszyngton. Jest zupełnie inny niż sobie wyobrażałam, przede wszystkim nie ma tu wieżowców, w mieście panuje ogólna zasada, że budynki nie mogą być wyższe niż  ok 10 pięter, dlatego wszystkie są dość niskie ale mega masywne. Spacerując ulicami czułam się lekko przytłoczona przez te wszystkie ciężkie konstrukcje, ale z drugiej strony to daje naprawdę niepowtarzalny klimat. Na szczęście jest dużo otwartej przestrzeni. Przy ulicach jest pełno samochodów z których sprzedają hot-dogi i napoje. Jedyne co mnie rozczarowało to Biały Dom, a w zasadzie biały domek. Zawsze mi się wydawało, że jest większy, ale podobno jego niewielki rozmiar był zamierzony-żeby prezydent nie czół się jak król. Z resztą co będę pisać, wrzucę foty :)































czwartek, 13 września 2012

Pierwszy kryzys

Wczoraj zaliczyłam pierwszy kryzys. To siedzenie w domu mnie dobija. Większość ludzi stwierdziło by, że powinnam być zadowolona że mam pół dnia wolnego, że mało pracuję, że mogę sobie pooglądać tv albo posiedzieć przed kompem. No ja niestety do nich nie należę. Dobija mnie to, że przez pół dnia nie mam co robić, na szczęście zrobiłam wywiad wśród innych au-pair i nie jestem sama z takim pojebanym planem dnia, więc parę lasek już się zadeklarowało że szuka kompanów do robienia czegoś rano, więc może nie będzie źle. Dzisiaj żeby zabić nudę wybrałam się na spacer po okolicy i odkryłam że tu nie ma chodników, ale w sumie po co im chodniki jak tutaj nikt nie chodzi piechotą, tutaj się jeździ samochodami. Ludzie których mijałam po drodze patrzyli na mnie jak na dziwoląga i strasznie mnie to śmieszyło :) Przy okazji zrobiłam fotki na pięknych amerykańskich przedmieściach.



poniedziałek, 10 września 2012

pierwsze dni

Od trzech dni mieszkam u amerykańców i cały czas coś mnie zaskakuje. Jest zdecydowanie inaczej niż w Polsce i nie chodzi mi o kulturę ale np. o pierdoły o których nigdy nie pomyślałabym, że można robić inaczej. Pierwsza dziwna dla mnie rzecz: tutaj nikt nie ma w pokojach górnego oświetlenia, włącznikami na ścianie uruchamia się lampki. Wiszące lampy są tylko nad stołami. Druga rzecz która jest dla mnie dziwna- jeden kurek przy wannie/prysznicu, tutaj reguluje się tylko temperaturę wody, siła strumienia jest zawsze taka sama. Dziwna rzecz nr 3: łóżka. Sposobu ścielenia łóżka w usa nie zrozumiem chyba nigdy.  Jest milion elementów i nie ma normalnych kołder. Śpi się pod prześcieradłem na którym leży kocyk, a potem ewentualnie można narzucić na to ozdobną kołdro-narzutę. Dziwne i nie wygodne, ale muszę się przyzwyczaić : D To wszystko jeszcze nic w porównaniu do tego jak się tutaj jeździ samochodem. Na drogach panuje wolna amerykanka, dosłownie. Nie ma prawie żadnych znaków, ewentualnie stopy. Są skrzyżowania gdzie niezależnie z którego kierunku jedziesz, każdy ma stop i wtedy przejeżdża się w kolejności w jakiej dojechało się do skrzyżowania. Nie wyobrażam sobie tego jak jest duży ruch, jak oni pamiętają kto kiedy dojechał kiedy jest 20 samochodów na skrzyżowaniu. Zdziczeje na tych drogach, wrócę do Polski i będę się musiała na nowo znaków uczyć, a  byłam takim dobrym kierowca : /

Dzisiaj zaczęłam pracę, rano ogarnęłam dzieciaczka do szkoły, zajęło mi to pół godziny i mam wolne do jakiejś 15.30. Potem muszę odrobić z nim lekcje i zawieźć go na pływanie i mam wolne. Musze się zapisać na jakieś zajęcia bo się tu zanudzę.

sobota, 8 września 2012

doleciałam

Tak więc udało mi się dotrzeć do USA, oczywiście nie obyło się bez problemów. Najpierw odwołali nam lot z Warszawy do NY, przez co praktycznie cały dzień spędziłam na lotnisku próbując załatwić inny lot. W rezultacie dostałyśmy lot przez Paryż, i w sumie nawet nie było źle, przynajmniej leciałyśmy jakimś cywilizowanym samolotem ;)


 Polecam Air France, mają zajebisty wybór filmów, seriali i gier :D

Orientation jest strasznie nudne i raczej są tam same oczywiste rzeczy. Cieszę się że przez problemy z lotem udało mi się ominąć jeden dzień.  Wczoraj wieczorem doleciałam do DC, rodzina wydaje się strasznie sympatyczna, chociaż na razie jest strasznie dziwnie. Niby wiem, że to są obcy ludzie i musimy się do siebie przyzwyczaić, ale mimo wszystko jest dziwnie. Zaraz idą mnie uczyć jeździć samochodem :D No i wydaje mi się, że myślą że Polska to jakieś zadupie, ale staram im się cały czas uświadomić, że tak nie jest.

Na szkoleniu zaliczyliśmy wycieczkę do NY, bardzo szybka wycieczkę ale w sumie odhaczyliśmy najważniejsze miejsca. Tu jest trochę fot: