poniedziałek, 12 listopada 2012

Jakoś nie miałam ostatnio weny na pisanie notek, w sumie sporo się działo, bo kiedy mam tylko wolny czas staram go sobie jak najlepiej zagospodarować, poza tym ostatnie 3 tygodnie były dosyć dla mnie dość intensywne, więcej pracy niż zazwyczaj, bo albo pomagałam jednej z dziewczyn, która złamała rękę, albo mój dzieciak nie miał szkoły, więc całe dnie musiałam się nim zajmować. Nawet nie miałam czasu wybrać się na spacer, żeby porobić zdjęcia dekoracjom halloweenowym. Wspominając o halloween, trafiłam na najgorsza w życiu imprezę. Wszystko miało być pięknie, nawet przyjechała po nas limuzyna, ale co z tego jak w końcy wylądowałyśmy w jakiejś zapyziałej piwnicy pełnej napalonych murzynów. Mam nauczkę, trzeba było niemkom nie ufać jak mówiły że będzie dobra impreza. Ogólnie zachowanie ludzi w klubach to dla mnie kosmos totalny, zaczynając od ciuchów na tańcu kończąc. Tutaj niezależnie od tego czy wyglądasz normalnie czy masz dupe wielkości lokomotywy do klubu musisz mieć mini bo inaczej odstajesz od reszty. Ogólnie im mniej ubrań tym lepiej. Amerykanie muszą mieć jakieś zaburzenia jeżeli chodzi o estetykę, czasami widuje tutaj takie perełki, że się zastanawiam czy odwracać wzrok czy wręcz przeciwnie, napawać się tymi dziwnymi widokami. Kolejne zdziwienie, tutaj kolesie nie tańczą, oni stoją a laski wymachują przed nimi tyłkami i to jeszcze najczęściej w rytm cukrowego popu. Dla mnie to jest cyrk. Chyba szybko zakończę tutaj moją karierę bywalca klubów, no chyba że jakimś cudem trafię na jakieś normalne miejsce.
Zaliczyłam pierwszy hc koncert na amerykańskiej ziemi i przynajmniej tutaj nie widać żadnych większych różnic, prawie jak w domu. Było by super gdyby nie to, że powrót do domu zajął mi prawie 3 godziny, i niestety nie z powodu alkoholu. Jak ktoś narzeka na komunikację miejską w polsce, zapraszam do DC :)
Ogólnie ten weekend był mega spoko, koncert, kino, impreza w naszym lokalnym pubie która przebiła wszytkie dotychczasowe które tu widziałam, a w niedzielę wycieczka do Leesburga. Kolejne miasteczko tutaj mnie zachwyciło, stare domy, pełno małych sklepików z antykami i kawiarnie gdzie można siedzieć na werandzie na bujanym fotelu i patrzeć na przechodzących ludzi. Chyba coraz bardziej zaczyna mi się ta ameryka podobać. Na koniec parę fot z niedzielnej wycieczki
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz